o tym jak myślenie zagraża dobremu samopoczuciu, o tym jak przerost ambicji nad możliwościami utrudnia harmonijne współegzystowanie ze światem i o tym, że moja matka będąc ze mną w ciąży powinna była wlać w siebie mnóstwo alkoholu.
RSS
sobota, 18 sierpnia 2007
prawie dobrze
Co by nie mówić mam odrobinę szczęścia. Może nie teraz, ale pielęgnowane skutki fortunnych incydentów z przeszłości potrafią długo owocować. Mimo, że nadal nie pracuję ( bo lenistwo, bo przerost ambicji, bo trzeba w wikipedii sprawdzić program UPR -u), wczoraj doprowadziłam się do stanu całkowicie lotnego w uroczym (naturalnie męskim) towarzystwie, w całkiem nienajgorszym klubie. Mimo pożądliwej adoracji jaką byłam otaczana (a która jest dla mnie przyjemną nowością, gdyż jak na warunki polskie plasuję się na szarym końcu drugiej ligi) to wszystko nie to. Dlaczego? Bo jak z barczystym mulatem urodzonym w manchesterze omówić program unii polityki realnej.
22:15, abderytka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 sierpnia 2007
o tym jak izolacja stymuluje kreatywność
    Jestem od 2 tygodni w manchesterze, nie mam pracy i od dzisiaj mam internet.
    Taki początkowy etap wygnania wiąże się zasadniczo z kilkoma kwestiami. Po piersze, nie ma z kim wyjść na piwo aby nad nim poroztrząsać odrobinę weltschmerz - e. Naturalnie wystepuje opcja poznawania nowych ludzi, jednak wywlekanie pewnych spraw w towarzystwie opatrzonym, zaufanym i równie bezproduktywnym jest zdecydowanie przyjemniejsze. Po drugie, nie ma na piwo. Jest to, mam nadzieję problem charakteryzujący tylko ten pierwszy etap wygnania, jednakowoż w związku z tym właśnie jest tym bardziej bolesny. Gdy dociera do nas, że nasz akcent (bez względu na to jakiej jakości treści nim kaleczymy) stawia nas a priori w pozycji istoty drugiej kategorii; gdy odkrywamy, że nasze studia i nocne rozmowy mające na celu wychwycenie jakiegoś sensu w otaczjącym chaosie były całkowitą stratą czasu, gdyż zamiast uskuteczniania tak bezpłodnych dywagacji mogliśmy zdobywać fachowe doświadczenia w zakresie konserwacji powierzhni płaskich, to właśnie wtedy piwo jest najbardziej potrzebne, najlepiej 5 bądź 6.
W takiej sytuacji jedyne co pozostaje to książki, jedyna darmowa, legalna i powszechnie dostępna forma ucieczki od rzeczywistości. Ale jak sobie taki sfrustrowny, zmęczony rzeczywistością, świeżo upieczony mgr jednym ciurkiem Kapuścińskiego, Stasiuka i Ziemkiewicz poczyta, to jak nic zaraz chce być pisarzem-felietonistą-publicystą-podróżnikiem w jednym i siada przed tym kompem i męczy się i męczy a potem po cichu i w tajemnicy przed znajomymi zakłada bloga, w nadziei, że nikt do niego nie zajrzy ale zawsze będzie miał wrażenie że zrobił pierwszy krok.

no i jest

20:17, abderytka
Link Komentarze (1) »
Archiwum